18. Apteka
20. Synagoga

[Zakład kapeluszniczy]

Dużo miejsca w „Dzienniku” Anny zajmuje praca, jaką podjęła już w wieku dziesięciu lat. Przypuszcza się, że pracowała przy ul. Warszawskiej 24, w zakładzie kapeluszniczym Ajzensztadta, który był właścicielem także sklepu kolonialnego. Anna wspomina, że kamienica miała balkon, czyli była piętrowa.

Warunki pracy były nie do pozazdroszczenia.

„W pomieszczeniu, w którym pracujemy, nie ma ani powietrza, ani słońca. Żelazne kraty na oknie, wilgotne ściany, stęchłe powietrze, to wszystko przypomina więzienie. Och, jak bardzo pragnę się stąd wydostać!”. 

Pisała tak w wieku 14 lat, mając za sobą już cztery lata pracy w tym zakładzie. Zarabiała 4 ruble miesięcznie. Później jako jedynej pracownicy w historii zakładu pensję podwojono. Mimo to 8 rubli wynagrodzenia, przy cenie trzech rubli za parę butów, nie było imponujące.

Przypomnijmy też na czym polegała praca Anny. Dziś może nie być to już tak oczywiste. Otóż robiła ona z drutu ramy do kapeluszy, szyła kapelusze i mufki, przyjmowała zamówienia od klientek we frontowej części sklepu, w czerwcu 1915 r. szyła również maski przeciwgazowe dla Czerwonego Krzyża. Według zapewnień właścicielki pracowni powinna pracować 12 godzin dziennie, w godzinach od 9.00 do 21.00. Jednak zwykle pracowała do godziny 22.00. Często jednak, w dniach kiedy klientki składały większą ilość zamówień, wracała do domu dopiero około godziny 23.00. Taka sytuacja zdarzała się najczęściej przed świętami. A częstotliwość świąt miała w okresie zaborów związek z zamieszkiwaniem w Siedlcach wyznawców trzech religii: ludności prawosławnej, katolików i wyznawców judaizmu. Później dołączyła czwarta grupa – okupanci niemieccy.

Często po powrocie z pracy nie miała siły pisać swego „Dziennika”. Łączyło się to także z obowiązkami domowymi. Do jej zadań, należało kupowanie rano pieczywa dla rodziny i przynoszenie wody. To w ówczesnych warunkach, przy zamarzniętych pompach na ulicy i oczekiwaniu w kolejkach, było dość uciążliwe. Poza tym po pracy szyła kapelusze dla swojej rodziny.

Wzory nakryć głowy przywożono do skopiowania z Warszawy. Niektóre Annie się podobały i uznała je za bardzo ładne. Inne widziała jako przedziwne, ale określiła je jako bardzo oryginalne. Pracowała razem z Itką, Mindlą, Ziną, młodszą od niej dwa lata Estusią i krótko z projektantką Meradą.

Zdarzały się dni, kiedy nie składano zamówień na nowe wyroby. Wtedy dziewczyny przeglądały pudła z zapasami dodatków i odkurzały je. Sprawdzały też stan niesprzedanych kapeluszy i przygotowywały je do przerobienia na następny sezon. Anna pracowała także w dni świąteczne, również żydowskie, co spowodowało oburzenie jej znajomych na postawę pracodawcy. Charakter pracy, obciążenie czasowe oraz nastrój oddaje poniższy cytat, odnoszący się do dnia prawosławnego święta Bożego Narodzenia 7 stycznia 1915 r.

„(...) wszystkie sklepy pozamykane, ale nasz mały sklepik jest otwarty. Jednak rano mogłyśmy przyjść później, wcześniej też będziemy mogły wyjść. (...) Ulice wyglądały odświętnie – flagi powiewały w oknach i bramach (...), ludzie chodzili spacerowym krokiem. Po śniegu sunęły sanie, dźwięczały dzwonki. Ale w sklepie nie ma świąt.

Siadłyśmy do szycia. Naciągnęłam czarny atłas na ramę kapelusza. Ściągam go mocno i zszywam tak, by nie było widać nici. To będzie drogi kapelusz, przystrojony strusimi piórami. Pracuję teraz nad drogimi kapeluszami. Widać jestem dobra”.

Pracownia ulokowana była między dwiema kamienicami, w których mieściły się dość ważne punkty handlowe. Wcześniej, pod numerem 22. funkcjonowała apteka. Natomiast od zachodniej strony, pod numerem Warszawska 26 działał skład papieru H. Celnika. Właściciel tego sklepu – o czym warto wspomnieć – wydawał w czasie I wojny światowej pocztówki z widokami Siedlec.

Idąc dalej docieramy do miejsca, gdzie dawniej stała Synagoga. Obecnie znajduje się tam pamiątkowy pomnik upamiętniający zagładę Żydów siedleckich.

18. Apteka
20. Synagoga
Powrót do strony głównej